2 maja 2013

[Album] Rudimental - Home

Rudimental - Home

Gatunek: drum 'n bass, soul, pop
Rodzaj: LP
Premiera albumu : 29.04.2013

Rudimental to projekt, który powstał w 2010 roku z inicjatywy czterech londyńskich producentów. Utwory takie jak "Feel The Love" czy "Nothing Giving In" w zeszłym roku słyszał chyba każdy w zachodniej Europie, a wyświetlenia teledysku do pierwszego z nich przekroczyły 20 milionów. Ich pierwszy krążek nie przyniósł jednak oczekiwanego sukcesu komercyjnego. Dopiero po wypuszczeniu singla "Feel The Love" zespół osiągnął popularność. Dodatkowych fanów miał im przysporzyć drugi studyjny album "Home". Może nie wiedziałem na co się piszę, zabierając się do jego recenzji, który ma przecież przynieść wyłącznie sukces komercyjny, a nie tak oczekiwaną przeze mnie muzyczną jakość. Przyznam, że dawno się tak nie męczyłem słuchając długogrającego wydawnictwa zespołu, który niegdyś uważałem za "czarnego konia" muzyki elektronicznej, a zawiodłem się na nim bardzo.


Panowie rozpoczynają glitch hopowym "Alien Bashment" z soundtrack'ową warstwą melodyjną. Utwór niezły, choć prosty, ale wśród reszty kompozycji wypada zdecydowanie na plus. Kolejny "Home" to już klimatyczne rnb z soulowym dodatkiem, w postaci delikatnego damskiego wokalu. Utwór fajnie buja i zdecydowanie nadaje się na domówkę czy odpoczynek po pracy. Do tego momentu nic nie wskazuje na to, że album stanie się w kolejnych kompozycjach tak mocno komercyjnym materiałem. Niestety od "Give You Up" dostajemy już pseudo drum'ową papke, w dodatku z kaleczonym męskim wokalem. Po drodze mamy jeszcze kawałek z tą, która uważa się za królową trapu - Angel Haze. Nic, uszy więdną, serce pęka. Lecimy dalej, gdzie jeszcze więcej słonecznych, przewidujących pseudo drumów przy "Powerless" i "Waiting All Night". Dobra wiadomość dla tych, którzy szukają prostej, melodyjnej muzy na lato, zła natomiast dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż komercji pod publikę. Przy "Solo" jest już lepiej. Klimat reagge plus trąbka to doskonałe połączenie i pozwala się wyciszyć. Nastomiast "Free" to znów kawałek, przy którym hipsterzy będą płakać, młode matki rodzić dzieci albo co innego. "More Than Anything", "Right Here" i "Feel The Love" w remiksie jakiegoś Dżona to znów kulminacja drum 'n bassu niczym z Disney Channel. Cały ten deluxowy dodatek ratuje ostatni na krążku "Hide". Świetny, czysty, damski wokal Sinead Harnett, która mogłaby mnie codziennie usypiać nim do snu. Kawałek najbardziej na plus z albumu, jednak nie ratuje poprzednich miernych kompozycji.

Kwartet po komercyjnym sukcesie w poprzednim roku, kontunuje dawne zapędy, częstując nas przesiąkniętymi komercją utworami. Wśród 16 kompozycji z tej wersji deluxe, mniej komercyjną rolę spełniają tylko 3! Niezły wynik, co? Reszta będzie biła kolejne rekordy wyświetleń na youtube oraz da im przepustkę do programów typu "Kawa czy herbata" oraz "Gwiazdy tańczą na mrozie". Szkoda, że Panowie przeszli na złą stronę mocy, no ale cóż, hajs musi się zgadzać.



źródło http://www.muno.pl/forum/thread/22818/

1 komentarz: